Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą legendy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 sierpnia 2013

egzorcyzmy Anneliese Michel.


Jednym z najpopularniejszych przypadków opętania ostatnich czasów jest niemka AnnelieseMichel. Anneliese miała zaledwie 24 lata kiedy zmarła, stwierdzono u niej zgon z przyczyn nie wyjaśnionych.
Była studentką pedagogiki, zmarła 1 lipca 1976 w centralnych Niemczech. Nękana przez demony przemawiała męskimi głosami, odznaczała się nadludzką siłą, spożywała swój mocz, rozebrana do naga wskakiwała na ściany, łapała ptaki i odgryzała im głowy, jadła muchy i pająki, używała prawie cały czas wulgaryzmów. Przez to wszystko nie spała po nocach dodatkowo jej łóżko i kołdra parzyły ją tak,że nie wytrzymując wskakiwała do lodowatej wodylub wkładała głowę do muszli klozetowej szukając ukojenia.
Opętało ją 6 demonów (Lucyfer, Judasz, Kain, Nero, Hitler i Fleischmann). Z tego co pisze Anneliese w swoich dziennikach jej cierpienie wynika z tego iż została umiłowana przez Jezusa -„Moje krzyże są największymi podarunkami. (…) Wszystko jest podarunkiem mojej wielkiej miłości do ciebie”.
Miała cierpieć w imieniu kapłanów tych którzy nie wierzyli w istnienie szatana oraz niemiecką młodzież, aby ich dusze dostąpiły zbawienia.


Egzorcyzmy nad Anneliese odprawiane były od października 1975 do czerwca 1976 r. przez
proboszcza Ernst Alt oraz salwatoranina Arnold Renz. Jednak to wszystkie ich starania nie przynosiły poprawy, demony ciągle wracały. Złe duchy same oświadczyły że chcą wyjść ale nie mogą-„Chcemy wyjść! Chcemy wyjść!”.....-jęki wydobywające się z ust opętanej. Być może przyczyną tego było to że złożyła obietnicę odpokutowania lub że brała środki psychotropowe przez które egzorcyzmy nie mogły dojść do skutku. Charakterystyczne dla jej zachowania w tamtym czasie było: łamanie krzyży, wylewanie wody święconej, rozrywanie różańców, nie przyjmowała komunii świętej, odznaczała się wyjątkową agresywnością nawet dla członków swojej rodziny oraz swojego chłopaka za którego w przyszłości miała wyjść za mąż.
30 czerwca 1976 odbył się ostatni egzorcyzm a na drugi dzień dziewczyna zmarła.

Za jej śmierć obarczono księży którzy przeprowadzali egzorcyzmy. Sąd Krajowy w Aschaffenburgu uznał, że dziewczyna została zagłodzona(nie jadła nic tylko piła własny mocz) i nie była opętana tylko cierpiała na schizofremie. Zostali uznani za winnych za nie umyślne spowodowanie śmierci skazując ich na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata.

Co najciekawsze biskup Würzburga, który wyraził zgodę na przeprowadzenie egzorcyzmów sam publicznie ogłosił -„szatan nie istnieje, a opętanie jest chorobą". Kościół umył ręce od całej sprawy pozostawiając egzorcystów samym sobie.

Dla uzupełnienia mojego artykułu dodaje film dokumentalny który znajduje się w 6 częściach na poniżej. Między innymi będziecie mogli tam usłyszeć nagrania z taśm na których zostały udokumentowane dialogi ze złymi duchami.

Tajemniczy trójkąt bermudzki


Trójkąt bermudzki to wielka zagadka wód Atlantyku. Dopiero w latach 70 prawda o nim ujrzała światło dzienne, gdy do opinii publicznej zaczęły napływać masowo informacje o zaskakujących wypadkach i ich historiach w tamtym rejonie. Oficjalne położenie trójkąta bermudzkiego lokalizuje się w obszarach pomiędzy Miami - Bermudami - wyspami Puerto Rico.
W ciągu zaledwie 50 lat w tym obszarze doszło do 1000 wypadków  z nie wyjaśnionych przyczyn takich jak zaginięcia statków i samolotów. Na dzień dzisiejszy nikt nie potrafi tego wytłumaczyć.

Amerykański rząd i straż graniczna uznają trójkąt bermudzki za plotkę, przykładem tego może być stanowisko jednej z  czołowych firm ubezpieczeniowych Informa, która traktuje to jako "najspokojniejszy obszar oceanu o statystycznie niskim współczynniku katastrof". Winą za wypadki obarczają niekompetencje ludzi i specyficzne warunki atmosferyczne a przecież jest to absurd, weźmy np.zdarzenie z 12 maja 1999 którego nie da się wytłumaczyć racjonalnie. Mianowicie w tamtym czasie pilot dwusilnikowego samolotu podchodzi do lądowania na jednym z lotnisk na Bahama, mając cały czas kontakt  z wieżą w pewnym momencie znika z pola widzenia radaru, pół godziny później pojawia się i po czym znów znika  tylko, że tym razem na dobre. Miejsce jego pobytu do tej pory nie zostało zlokalizowane.

Wielu ludzi twierdzi, że tak naprawdę jest kilka trójkątów które co jakiś czas się przemieszczają.
Prawie wszystkie tajemnicze zaginięcia związane są z nie wyjaśnionymi warunkami atmosferycznymi: nagle zrywający się wiatr osiągający prędkość do 160 km/h tworząc tzw białą szkwałe, pojawiające się znikąd dziwne chmury, mgły, opary elektrostatyczne, obłoki gazów, nagle tworzące się fale osiągające do 30 metrów wysokości i oczywiście potężne burze.

Znanym wypadkiem ostatnich lat była śmierć Johna F. Kennedy, Jr. oraz jego żony i siostry którzy znaleźli wszy się w tym obszarze doznali kłopotów z  nawigacją na pokładzie spowodowanych polem magnetycznym trójkąta bermudzkiego, wszystkie kompasy oszalały.

Niektórzy twierdzą, że kluczem do sławetnego trójkąta jest wyspa Bimini, w której wodach spoczywa intrygująca formacja skalna, która przypomina odwróconą literę J.



Według niektórych są to ruiny zagubionej Atlantydy, z których wynika źródło tajemniczych mocy rządzących trójkątem. Inni jeszcze twierdzą, że dziwne zjawiska wiąrzą się z ukrytych w dnie morskim kryształów energetycznych, a inni znów mówią, że wszystkie te statki i samoloty są po prostu przenoszone do innego wymiaru przez elektromagnetyczne zakłócenia.

Z tego wszystkiego wynika, że jest tyle teorii ile jest ludzi na świecie, jedynie co możemy zrobić to czekać aż nauka przyniesie nam jakieś sensowne wytłumaczenie.

Gdy przyjdzie nasz czas

 Śmierć jest końcem naszego życia, nagle umieramy i wszystko co dla nas do tej pory było bliskie musimy zostawić tu na ziemi.
Trudno jest to sobie wyobrazić, nasza świadomość gaśnie na wieki. Jak wiemy, chociażby z lekcji religii, człowiek składa się z ciała i z duszy. Dusza to element , który jest nieśmiertelny i który   po opuszczeniu ciała trafia na sąd ostateczny. Niektórzy twierdzą, że po śmierci nie ma nic, być może tak jest, ale czy takie wydarzenia jak zmartwychwstanie Jezusa czy różnego rodzaju opętania, których przykładem jest  Anneliese Michel. nie są dowodem na istnienia czegoś?
Zmartwychwstanie Jezusa miało na celu dać ludziom  nadzieje  na życie po śmierci, było żywym dowodem na to, że wraz z końcem naszego bytu nie kończy się nasze istnienie. Teraz zachodzi pytanie zadawane sobie przez ludzi od wieków, czy Jezus aby nie był oszustem,a jego historie nie były spisane przez ludzi ślepo zapatrzonych w niego?
Już w czasach prehistorycznych  człowiek zdawał sobie sprawę że istnieje takie coś jak zaświaty. Ludzie pierwotni, gdy tylko nauczyli się żyć w grupach i poznali co znaczy rodzina chowali swoich bliskich z ich osobistymi rzeczami w jaskiniach, jakichś norach, aby ich najbliżsi po śmierci mieli ze sobą rzeczy które będą im przypominać o ich bycie na ziemi, tak samo przecież było w starożytnym Egipcie z piramidami.

Wielu z nas lub wielu naszych znajomych na pewno zna choćby jedną osobę która widziała, słyszała lub śniła osobę zmarłą. Można stwierdzić, że po ziemi chodzi wiele błądzących dusz które z  różnych przyczyn nie mogą zaznać spokoju. Za ich pośrednictwem jesteśmy świadkami wielu opętań, nawiedzeń i seansów spirytystycznych. Być może wiele z tych duchów kontaktuje się z nami, aby ustrzec nas lub przesłać nam jakąś wiadomość, np. bicie szklanek, szyb, sny prorocze krótkie wizje na jawie.
Jak jest na prawdę dowiemy się gdy przyjdzie na nas czas.

Dlaczego nigdy nie poznamy kosmicznych braci?


Według astronomów i biologów we Wszechświecie roi się od życia. Ilość galaktyk, planet i ciał niebieskich znajdujących się we Wszechświecie jest tak duża, że my Ziemianie nie powinniśmy czuć się jako jedyne wyjątkowe istoty obdarzone rozumem i inteligencją, gdyż w stosunku do rozmiaru przestrzeni kosmicznej byłoby to po prostu marnotrawstwem - a z naszej strony egoizmem. Znikoma jest szansa na spotkanie się dwóch cywilizacji z różnych ciał niebieskich choćby dlatego, że odległości w Kosmosie są kolosalne. Podroż mogła by trwać setki, a nawet tysiące lat. Nawet jeśli rozwój technologii u naszych kosmicznych braci byłby dużo bardziej zaawansowany to główną przeszkodą jest czas - trzeba by niemal cudu, aby spotkanie nastąpiło na takim etapie naszego rozwoju byśmy byli świadomi z kim mamy do czynienia. Być może kilka set milionów lat temu zawitał do nas ktoś z innej planety, lecz nas na niej jeszcze nie było - być może znów ktoś zawita za kolejne kilkadziesiąt milionów lat lecz w tedy może nas już nie być. Równie dobrze jakiś podróżnik z innej cywilizacji może być właśnie w drodze na naszą planetę. Tak wielkie odległości i czas potrzebny na ich przebycie są powodem sceptycyzmu naukowców na temat wieści o latających spodkach. Możemy śmiało mówić, iż nasza cywilizacja jest zagubiona w czasie i przestrzeni. Być może odkrycie technologii, która pozwoliła by na pokonywanie odległości z kilkaset razy większą prędkością niż prędkość światła dała by możliwość na dalsze kosmiczne wojaże i szersze zbadanie otaczającej nas przestrzeni.

Czy na dalekich gwiazdach może istnieć życie?

Według badań i obserwacji  wiadomo, że w Układzie Słonecznym znajdują się planety z podobnym rodzeństwem do Ziemi. Być może na innych planetach także istnieje życie. Cały czas prowadzone są rozważania czy gdzieś tam na innych planetach Układu Słonecznego istnieje inna cywilizacja. Mówiono  o Marsie, Wenus i Księżycu, że inne cywilizacje zamieszkują tamtejsze planety. Jednak astronomowie przed pierwszymi podróżami kosmicznymi wykluczyli takie kwestie. Powierzchnia i warunki jakie tam panowały  były wystarczającym dowodem aby zaprzeczyć, iż istnieją tam warunki do życia. Według nich tylko nasza Ziemia spełniała te kryteria. Ich teorie sprawdziły się, gdy bezzałogowe statki międzyplanetarne wylądowały na Wenus i  Marsie. Od tamtego czasu, gdy technologia się rozwinęła pozwoliła nam na odkrycie wody na Księżycu i Marsie.
Do tej pory jednak Ziemia jest jedyną planetą  życia w Układzie Słonecznym. Wiadome jest to, że Wszechświat wypełniony jest ogromną ilością galaktyk i gwiazd, co wskazuje na to, że jest też i wiele innych planet między którymi są miliony podobnych do naszej Ziemi, na których być może życie się rozwinęło, konsekwencją czego mogą być istoty inteligentne takie jak my lub bardziej.

Czy piramidy posiadają własną energię?

Zjawiskiem energii piramid zainteresowano się podczas badań nad piramidą Cheopsa, kiedy to francuski badacz A.Bovis znalazł w środku grobowca zmumifikowane ciała martwych szczurów i myszy. Naukowiec próbując rozwiązać przyczynę dziwnego zjawiska zbudował mały model piramidy Cheopsa. Wpadł na pomysł, żeby skierować model w kierunku północ-południe, a na jednej trzeciej wysokości umieścił ciało martwego kota. Ku zdziwieniu po pewnym czasie zwłoki zostały odwodnione i uległy mumifikacji. Eksperyment ten powtarzano też na rybach, jajkach itd. efekt był ten sam. Innym dowodem na to, że piramidy emanują niewyjaśnioną energią jest wynalazek czeskiego inżyniera K Drubal'a mianowicie pojemnik w kształcie piramidy, w którym przechowywał żyletki do strzyżenia, wynalazek ten został opatentowany pod nazwą "Przyrząd do ostrzenia żyletek Cheops". Miało to polegać na tym, iż po włożeniu do tego pojemnika żyletki na podstawce, której wysokość równa się 1/3 wysokości piramidy.Natura doświadczenia polegała na tym, że wkładamy do pojemnika żyletkę, którą umieszcza się na podstawce tak na wysokości równającej się 1/3 wysokości piramidy i skierowanej w kierunku północ - południe. Owa żyletka regeneruje się w krótkim czasie, a zabieg ten można powtarzać kilkadziesiąt razy.

Przeprowadzono także sporo doświadczeń na kwiatach, mięsie i innych substancjach organicznych, co się okazało tracą wilgoć szybciej lub wolniej w zależności od usytuowania we wnętrzu piramidy. Naukowcy przypuszczają, że w przyszłości tym sposobem będziemy mogli przywracać aromat zwietrzałej kawie, łagodzić smak papierosów, czy też odświeżać żywność.
Stosowano też inne próby dotyczące żyletek we wnętrzu owej piramidy jednak nie przyniosły pozytywnych wyników. Pewien kanadyjski inżynier D.Simmons badał ostrza z trzech żyletek w bardzo dobrym powiększeniu przed i po eksperymencie. Jedno ostrze umieścił w pojemniku natomiast dwa pozostałe w innych piramidach. Po zakończeniu doświadczenia ostrza nie różniły się zbytnio między sobą, w miejscu stępienia powstała korozja, stwierdzono także skłonność do powracania po użyciu do stanu pierwotnego.

Naukowcy i badacze przypuszczają, że wnętrza piramid posiadają jakąś energię nazywaną też geoenergią. Przypuszczenia dowodzą, iż twórcy piramid zdawali sobie sprawę z własności energetycznych. Zagadka ta nie została wyjaśniona do tej pory.

Czym jest świetlne zjawisko aury?

Już w  starożytności mówiono o promieniowaniu, które towarzyszy innym organizmom. Widywali je tylko niektóre osoby w szczególności wrażliwe. Poświatę otaczającą głowy świętych, czyli aureola, w tradycji okultystycznej przyjęło się jako aura i zachowało do dziś. Możemy przedstawić ją jako mglistą poświatę z zarysem kształtu ciała, u człowieka najsilniej w okolicy głowy.  Pewien polski jasnowidz z okresu międzywojennego S. Ossowiecki  posiadał zdolność widzenia aury, mówił, że wokół człowieka zajętego pracą umysłową widzi niekiedy poświatę zielonkawą, człowiek zajęty pracą twórczą promieniował błękitem, przy podnieceniu erotycznym  poświata staje się czerwona w chorobie natomiast żółta , a przed śmiercią bieleje. Ossowiecki korzystając ze swojego daru przepowiadał także śmierć ludziom dzięki zaobserwowanych wokół ich głowy białej poświaty.

Angielski lekarz W. Kilner podczas prowadzonych eksperymentów dotyczących dycyjaniny -  barwnika uczulającego emulsją fotograficzną na podczerwień, zauważył, że głowa człowieka oglądanego przez szybę zabarwioną dycyjaniną wydaje się  być otoczona poświatą, której nie posiadają martwe przedmioty. W kolejnych fazach eksperymentu odkryto również, że aura zmienia wielkość i kształt w zależności od stanu zdrowia człowieka.

Naukowcy nie potrafili wyjaśnić co to tak naprawdę jest aura. W 1939 roku naukowiec S. Kirliam podczas reperacji urządzenia do leczniczego masażu prądami wielkiej częstotliwości zaobserwował maleńkie, niebieskie iskierki  przeskakujące pomiędzy szklaną elektrodą, a skórą pacjenta. Skłoniło go to do sfotografowania i w tym celu skonstruowania urządzenia z elektrodą metalową, która zabezpieczała kliszę przed dostępem światła na zewnątrz. W  czasie eksperymentu ujrzał ciemną sylwetkę ciała pokrytą masą świetlistych punkcików układających się w konstelacje i skupiska. Cała sylwetka otoczona była jasną poświatą przypominającą koronę słoneczną.

Podsumowując można stwierdzić, że każda żywa istota ukazuje na fotogramie swój  schemat energetyczny, pokrywający się zasadniczo ze schematami anatomicznymi, a jednak od niego różne, aparat ten potrafił także wykrywać chorobę przed wystąpieniem jej objawów.

Para duchów sfotografowana na stacji kolejowej!

Ludność Singapuru jest zaszokowana zdjęciem, które trafiło ostatnio do mediów. Fotografia przedstawia siedząca parę na stacji kolejowej w Bukit Timah. Zgodnie z historią para umarła w 2009r. w wyniku wypadku kolejowego. Ciała kobiety i mężczyzny znaleziono dokładnie w tym miejscu co znajdują się na fotografii.
Pewien młodzieniec, który spacerował po stacji kolejowej robi jej zdjęcia ze wszystkich stron. W domu spostrzegł co uchwycił jego obiektyw. W chwili, gdy robił to zdjęcie nie było nikogo na stacji. Chłopak był w szoku. Na zdjęciu widać serdecznie rozmawiającą parę na torach w tym samym miejscu co zginęli.
Podobno duchy ukazują się zawsze w okresie dwóch lat od swojej śmierci.